czilaułt na dżamajce czas zacząć !

IMG_4645

Maraton maratonem, zakończył się jak się zakończył a zakończył się całkiem sympatycznie i jedynym co mnie martwiło był stan moich Achillesów, które wpołączeniu z upałem wyglądały jak serdelki… ledwo co poruszałem się do przodu ruchem jednostajnym posuwistym i wszystko mnie delikatnie mówiąc bolało. Z pozytywnych tematów cieszyłem się z faktu, że w końcu jestem na urlopie pełną gembą i mam w głębokim poważaniu wszystko dookoła. Plażing, smażing, browaring, zwiedzaning i odpoczywaning…  luz na maxa.

W Negril posiedzieliśmy jeszcze całą sobotę i całą niedzielę, gdzie zwiedzaliśmy miasteczko, lokalne knajpy, budki z piwem, dżerkiem i tamtejszy kościół, który różni się bardzo mocno od naszych, lokalnych do których co niedziela zmierzają grzecznie wszyscy, którzy odczuwają taką potrzebę. Niestety dla mnie jest bardzo smutny, w którym co chwilę trzeba się kajać i bić w piersi słuchając smutnych pieśni o umieraniu, ogniu piekielnym i winie za grzechy… Tam był super. Ludzie poubierani w najlepsze ciuchy, elegancko wypucowane skutery,  rowery czy samochody a co najważniejsze klimat. Muzyka na maxa, śpiewy, okrzyki, radość, fun i przyjazny niepowtarzalny klimat. Identycznie, jak na hamerykańskiich filmach. Muzyka, taniec i śpiew porywał. Myślę a nawet jestem pewien że bezbożnego pogańskiego grzesznika tłukącego wszystko i wszystkich Mjollnirem przy okazji czcząc Peruna, Trygława czy Swaroga, również to by porwało i dało mu do myślenia… a dawało. Nogi same podrywały się do tańca a dłonie do klaskania. Było cool.

IMG_4420

przydomowa hodowla trawy na zdrowe stawy

IMG_4291

przeprowadzka

IMG_4243 (1)

…przed

IMG_4290

…po

IMG_4244

najpierw masa potem rzeźba !

Samo Negril bez szaleństwa. Miasteczko turystyczne. Bardzo ładne plaże, świetna woda, chociaż mocno słona, leżaki, parasole, opalanie. Sporo hoteli z zamkniętymi plażami, dużo lokali, takie nasze Dębki, czy Białogóra. Cenowo drożej niż w kraju. Co rzuca się w oczy to brud i bieda. Podobnie, jak w BKG czy na Phuket. Oczywiście miejscami jest na bogato i elegancko, ale to tylko miejscami, jednakże taki jest ten kraj i tak tu jest. Mi się podobało, chociaż było dla mnie zdecydowanie za ciepło.

IMG_4400

gremlin w słoneczku potrafił pokazać + 41 C

IMG_4381

W poniedziałek z rana zapakowaliśmy się do busa i nie wiem w ile osób, ale dość sporo, nawet więcej niż dopuszczał limit ruszyliśmy do Treasure Beach, miejscówki w której mieliśmy wynajęty domek, który okazał się domem albo willą z kuchnią, tarasem, dwoma łazienkami i ogromną przestrzenią liczącą setki m2. Z TB mieliśmy bazę wypadową na kolejne aktarkcje, jak rejs po Morzu Karaibskim, Black River czy do fabryki rumu, gdzie można się upić samymi oparami.

IMG_4425

…ale najpierw trzeba było wymienić siano i zrobić małe zakupy

IMG_4444

nasza chałupa, dla ścisłości mieszkaliśmy w 4 osoby…bez ciepłej wody, ale na Jamajce ciepła woda jest bez sensu, bo jest tam ciepło i takie luksusy są zbędne

IMG_4457

We wtorek z rańca, po śniadanku ruszyliśmy łodzią WRC LPG z silnikiem o mocy 666 jamajskich kuni mechanicznych na przejażdżkę po Morzu Karaibskim a docelowo na krokodylowisko w Black River. Było GIT. Łódź prowadził kapitan żeglugi polarnej Alan, co żadnej fali się nie boi. Twardy gość, znający się na rzeczy i lubiący łyknąć sobie… bezołowiowej i popić browarem. Respect! Po drodze spotkaliśmy parkę delfinów a przez cały czas degustowaliśmy się widokami…

IMG_4482

…np takimi, gdzie coś komuś nie wyszło i ziemniaki trzymane w piwnicy cały czas są pod wodą

DSC_0403

prawie, jak nasz łabędź

DSC_0404

…panie a można tu pływać, noł problem ya man men, tu niet krokodyli, śmiało

IMG_4497

…hahaha, żartowałem, krokodyl jest, żywy, nie na baterie, pływa i pewnie gryzie, jakby mu dać coś do gryzienia

IMG_4536

…jeszcze jeden

DSC_0462

na wyciągnięcie ręki… której to może być ostatnie wyciągnięcie

IMG_4569

miejscówka na przerwę, czyli Rocky Village, można się zatrzymać, zjeść dżerka, napiść się koli i popływać w rzece a jak się będzie miało odrobinę szczęścia można trafić na krokodyla, który czas umila, czy jakoś tak…

IMG_4573

IMG_4576

typowy wystrój barów, pabów, knajpek i lokali… jak to Bachor śpiewa, to my fani burdeli, fani lokali, gdzie tanim kosztem da się zabawić… ale jak widać, ideał kobiet na wyspie jest nieco inny niż w Europie

DSC_0300

pelikan

DSC_0513

IMG_4599

W drodze powrotnej zahaczyliśmy Pelikan Bar, czyli przytulną knajpę gdzieś na Morzu Karaibskim, może nie na jego środku, ale suchą nogą do niego się nie dojdzie. Bardzo ciekawe i klimatyczne miejsce. Muza na maxa, opary zioła, słońce i wiatr… petarda!

IMG_4613

IMG_4618

za drobną opłatą lokalny dłubacz w drewnie może nam wydłubać na deskach pomostu nasze ksywki, inicjały czy co tam się komu podoba… myśmy akurat nie skorzystali, bo mogłoby się to skończyć zatopieniem knajpy

IMG_4640

Na berlińskim półmaratonie widziałem podobne tabliczki przyklajstrowane do drzew w okolicy startu a tu teraz taka sama sytuacja.

Po dość długiej eskapadzie wróciliśmy do Treasure Beach i zjedliśmy kozę. Znaczy się ja zjadłem kozę i chyba Daniel. Dziewczyny o ile dobrze kojarzę skonsumowały kurę. Koza w smaku jak koza. Smaczna, ale bez rewelacji. W dodatku trafiłem na jakąś papryczkę cziliłili która sprawiła, że przez dłuższy czas zionąłem ogniem, jak smok wawelski. Była ostra jak cholera a że nie lubię ostrego to było słabo. Dzionek pełen wrażeń zakończyliśmy na ganku obserwując gekony biegające  po suficie i delektując się czerwonym paskiem. Następny dzień zapowiadał się równie ciekawie. W planach były wodospady, fabryka rumu i aleja bambusowa, czyli bambuss strasse. Mnie jednak bardziej kręcił kolejny punkt wycieczki, czyli odbiegając w niedaleką przyszłość… Kingston miasto wg niektórych tak niebezpieczne że sama myśl o nim napawa strachem a wystawienie przysłowiowego palca z busa może skutkować jego obcięciem przez krwiożerczych Jamajczyków… tak mówi gazeta która kłamie a jej nazwy nie przytoczę i spora część przewodników typu „skandale” czy „nie z tej ziemi”…

… zapomniałbym. Tego wieczoru czekała nas jeszcze impreza w klubie harcerza, czyli dicho na wiosce. Oj działo się i to grubo! Buda, kolumny wielkości tira, DJ, lokalesi i piękna sikorka wywijająca na parkiecie… nawet troszku się z nią pobujałem, była zaskoczona i zachwycona (chyba) a co najśmieszniejsze wszyscy dookoła byli mega sympatycznie nastawieni do białasów. Żadnej agresji, dziwnych spojrzeń tylko przybijanie piątek i „respect”.

dyskoteka pana dżeka, w promocji był browar – 2 flaszki za 300 dolców, schodził jak ciepłe bułeczki, w tle widać mojego niepoprawnego Qzyna rodem z Wałbrzycha popijającego zimnego browara

jak zawsze zadowolony z życia, rządy przygód, czyli „ja”

Co jeszcze mogę powiedzieć o TB. Fajna miejscówka wypadowa. Blisko tu i tam a nocleg można dostać za nieduże pieniądze. Myśmy profilaktycznie wybrali opcję „na bogato”, czyli z kuchnią, dwoma sypialniami, prywatnym kogutem, który budził w nocy i nie dawał spać i psem, który szczekał na wszystko co się ruszało ale był przesympatyczny. Bidak był ciągle głodny, więc karmiłem go bekonem Anki, który po kryjomu zawijałem z lodówki. Daniel też tak robił, tylko nie chce się przyznać. W TB są sklepy, są knajpy, np sławna na całą krainę „U Juniora”, w której jedliśmy następnego dnia naszą kolację oraz plaża, łódki, kosy, kaczki, kury i inne zwierzaki. Fajna miejscówka i z ręką na sercu powiem, że było tam przesympatycznie. Przyzwyczaiłem się nawet do ciepłej wody, która była zimna. Razem z nami, ale w domku obok była ekipa również co zabawne z Wałbrzycha reprezentująca kapelisko pod swojsko brzmiącą nazwą Trzeci Wymiar – fajne chłopaki, ale nie przekonali mnie do swojej muzy, chociaż niektóre kawałki mają całkiem zgrabne. Oprócz trzeciowymiarowców było z nami  jeszcze kilka innych osób, więc skrystalizowała się całkiem zgrabna brygada.

to be continued Primesh Topiwala

DSC_0490

prev
next