biegowy łykend w łebie

IMG_6067

Pierwszy weekend lutego spędziliśmy z Iwoną w Łebie. Plan był startowo – treningowy, przynajmniej w moim wykonaniu, Iwona podeszła do tematu bardziej relaksacyjnie i jak zawsze mocno mi kibicowała. Do Łeby wybraliśmy się z naszymi znajomymi, Anią, Bartkiem i ich łobuzami, Ignacym i Leonem, czyli z rodzinką z Cedrowego Dworku, gdzie wszystkich serdecznie zapraszam.

Plan wyjazdu był prosty. Piątek – wieczorne rozmowy o starych polakach, sobota – start w półmaratonie, sauna, pływanko, BnO, niedziela – trzydziestka i powrót do domu. Czyli sportowo, startowo, treningowo, rekreacyjnie. Typowe odstresowanie się i odprężenie w nadmorskim klimacie. Piątkowy wieczór minął bardzo szybko a w sobotę nadszedł dzień startu… Startu typowo treningowego, bieganego tylko i wyłącznie na puls oraz na samopoczucie. W sumie to odwrotnie, na samopoczucie i na puls, w tej kolejności.

Pogoda była idealna, chociaż jak to Romek Toboła, etatowy komentator, stwierdził – jak dla mnie było za ciepło. W sumie to planując ten start oczekiwałem śniegu, lodu i zimowej aury a była… wiosna. W każdym razie plan był taki, by biec w widełkach 180 – 185 i nie szaleć. Nie przemęczać się i nie zostawić tam wiele zdrowia, szczególnie że trasa biegu wiodła lasem, częściowo przez leśne wydmy, gdzie podłoże dawało wiele do życzenia. Noga nie miała grzebnięcia i ciężko takiemu klopsowi, jak ja byłoby utrzymać wysoką prędkość. Start zaplanowany był na godzinę 12:00, więc na rozgrzewkę ruszyliśmy o 11:30. Niecałe 2km truchtu, chwila sprawności, krótki wywiad dla MaratonyPolskie.pl TV

Na który serdecznie zapraszam. W południe wystartowaliśmy… było kilku mocnych chłopaków, więc chcąc czy nie chcąc już na starcie wiedziałem, który będę na mecie…nie żeby nie było, że nie szanuję przeciwników, czy że jestem taki a nie inny pewny siebie, ale praktyccznie zawsze wiadomo kto jest na ile i kto może wygrać a kto nie. Nie inaczej było tym razem. W ciemno obstawiłem całą piątkę na mecie i nie pomyliłem się ani trochę.

IMG_6070

…ruszyliśmy.  Przez kilkaset metrów stawka była klarowna a w niej Marek Kowalski, Andrzej Rogiewicz, Paweł Pietraszkę, Michał Czapicki i potem reszta stadka… Chłopaki ruszyli a ja spokojnie patrząc się na pulsometr dreptałem za nimi. Nie miałem zielonego pojęcia po ile minut na km biegnę, liczyło się samopoczucie i puls. Do 5 albo 6km trzymał się mnie jeszcze Konrad, ale potem zostałem sam i z nóżki na nóżkę pokonywałem leśną trasę. Biegło się luźno, tempo było komfortowe – mocno treningowe, nawierzchnia ciężka, góreczki dość wymagające, ale było fajnie i sympatycznie. Na około 9,5km znajdował się ponad 500 metrowy podbieg pod latarnię morską Stilo, gdzie usytuowany był półmetek trasy. Tam szybko oceniłem jaką mam przewagę nad kolejnym zawodnikiem, oceniłem jak on wygląda wizualnie (widać, czy ktoś biegnie na oparach, czy ma luz…) i puściłem  się mocno z górki…

Cały czas był duży zapas i luz w nodze. Nie spieszyłem się i kontrolowałem tętno. Na metę wbiegłem na piątej pozycji z czasem 1:24:34, czyli średnia na km wyszła 4’01. Średnie tętno wyszło 182, czyli idealnie a maskymalne tylko 191. Pamiętam półmaratony, kiedy biegło się na średnim HR > 190…
IMG_6069

To był bardzo dobry trening. Nie ujechałem się, miałem duży zapas pod butem i na spokoju, w jednym kawałku dobiegłem do mety. Wygrał Marek przed Andrzejem, Pawłem i Michałem, czyli tak jak na początku obstawiałem.

IMG_6068

IMG_6074

Oczywiście nie było tak, że nie zmęczyłem się wogóle, godzina i dwadzieścia cztery minuty biegu w porządnym drugim zakresie po ciężkiej trasie weszło w nogi. Wiele osób jest zdziwonych moim wysokim pulsem, tak mam  i nic na to nie poradzę. Potrafię bez problemu wkręcić się na 201 bpm, pracować dość długo na > 190 albo biegać rozbiegania na 140. Spoczynkowe w granicach 40 pokazuje, że serducho potrafi pracować w różnych przedziałach.

IMG_6124

Powyżej wycinek z badań wydolnościowych robionych w ubiegłym roku, kiedy byłem ciut lepiej  wytrenowany niz teraz. Jak widać na załączonym obrazku… no właśnie. Wszystko jasne i przejrzyste… Po biegu i obiadku nadszedł czas relaksu, czyli sauenka, pływanko i regeneracja. Tego było mi trzeba bo w niedzielę czekało mnie  długie rozbieganie, czyli zwiedzanie okolicznych lasów, pól i łąk.

Niedzielny poranek zaskoczył mnie piękną pogodą. Było cieplutko, jak na  luty oczywiście, prawie nie wiało, świeciło słoneczko, więc zapowiadał się idealny dzień na trzydziestkę. Nogi były luźne, nic nie bolało, nie byłem pospinany i wszystko pracowało jak dobrze  naoliwiona maszyna. Ruszyłem czerwonym szlakiem, częściowo po trasie, którą prowadził listopadowy Duathlon na wydmach, w którym brałem udział.

IMG_6087

IMG_6088

IMG_6089

Było błogo… biegło się swobodnie. Gremlin pokazywał czasy po okoł 4’40-50/km, czyli przysłowiowy luz w kroku a krajobrazy dopełniały resztę. Czas mijał bardzo szybko, kilometry gnały jeszcze szybciej. Momentami jak zapominałem się, prędkośc wskakiwała na 4’30 i szybciej… trzeba było więc się mocno hamować.

IMG_6090

IMG_6091

IMG_6092

IMG_6096

Po niespełnu 20 km dobiegłem do latarni morskiej Stilo, która niestety była zamknięta i obiegłem ją wokoło robiąc kilka fotek na pamiątkę, następnie puściłem się w dół i obrałem kierunek – zachód. Niestety lekko się pogubiłem i po pewnym czasie skończyła mi się droga, więc musiałęm improwizować ponad 2 km na przełaj… przez wydmy, piach, las , po bezdrożach. Zupełnie, jak w czasach ścigania się w BnO. Było super.

IMG_6102

IMG_6109

IMG_6112

IMG_6113

IMG_6114

IMG_6115

Po kilku kaemach dobiegłem do plaży… padł pomysł > plażą do hotelu, czy lasem. Wybór padł na plażę, szczególnie że piasek nie był zbyt grząski i można było spokojnie dreptać po 4’30-35/km… tak też zrobiłem i ostatnie 5 km zrobiłem po plaży.
IMG_6116
IMG_6117

IMG_6123

Wyszło całkiem sympatyczne 31 km rozbiegania ze średnią na kilometr 4’44. To był bardzo dobry trening i bardzo dobry i owocny weekend. Oby takich było więcej. Najbliższy tydzień zapowiada sie bardzo pracowicie, w sobotę organizujemy dużą sportową imprezę w Gdyni, czyli Bieg Urodzinowy, do którego zgłosiło się ponad 5 tysięcy osób… będzie co robić.

Walka trwa !

prev
next