australijskie bicze

Dzień przed wylotem poszliśmy sobie na długi, plażowy spacerek wzdłuż najładniejszych australijskich plaż. Na początku musieliśmy dojechać do Coogee Beach, skąd z buta szliśmy na północ w kierunku sławnej Bondi Beach. Było ciepło, słonecznie i błogo. 

Od początku do końca naszej wycieczki co chwilę przystawaliśmy na focenie wszystkiego, co można focić. Począwszy od plaży, przez fale, opalające się panie, ratowników, deski surfingowe, pływalnie odkryte czy tablice ostrzegawcze. Nawet dwa razy udało mi się zanurzyć zadek w oceanie, który był dość zimny, a woda w zależności od lokalizacji oscylowała w przedziale 18,5 C – 20 C. Do tego cały czas była dość duża fala, ale to stanowiło niebywałą atrakcję. Było GIT!

img_0783

 tak ciepło, to wcale w tej Australii nie jest… 

img_0804

moje fanki

img_0805

…a w wodzie pływają takie stworzenia

img_0813

img_0822

img_0865

img_0879

img_0882

okoliczny cmentarz…

img_0885

img_0894

img_0907

między tymi flagami czerwono – żółtymi można pływać

img_0910

img_0916

img_0954

Czarna Niedziela – 6 lutego 1938 roku, ponad 35 000 osób na plaży, 3 duże fale i 250 osób potrzebujących pomocy. Akcja ratunkowa trwała około 30 minut, udzielono pomocy 250 osobom, 150 wyszło bez szwanku, 60 osób zostało lekko podtoponych, 35 osób wyniesiono z wody nieprzytomnych, 5 osób poniosło śmierć w oceanie…

img_0956

img_0970

nawet widać zarys jakiś mięśni

img_0973

…to nie to, o czym myślicie…

img_0980

img_0966

obiadek

img_0969

bendom cycki bendzie pompa

A żeby nie było tak miło i kolorowo to nawet na tej plaży dochodziło do ataków rekinów na surferów… Nas całe szczęście nic nie zaatakowało, ale trzeba być czujnym. 

external

 

prev
next