Czwórki

foto. MOSiR Reda

Są takie treningi… na które nie chce się iść i przekłada się wszystko, żeby moment wyjścia był jak najpóźniejszy. To tak, jak z pracą, z zadaniami  i innymi czynnościami, które przyprawiają o ciarki, dreszczyk grozy czy nawet spędzają sen z powiek. Pewnie jest nawet na to jakieś psychologiczne określenie, ale nie wiem, jak się ono może nazywać. 

Najgorsze w tym wszystkim jest właśnie to czekanie, przeciąganie i robienie miliona innych rzeczy, niż to co trzeba, chociaż godzina „sądu” i tak nas dosięgnie a z czasem i tak nie wygramy. Miałem tak niedawno w sobotę, na którą miałem zaplanowany akcent 3 x 4 . Generalnie to miałem ten trening pobiec w piątek, bo sobota w teorii miała być spędzona w Łorsoł, ale całe szczęście, że tak się nie stało i mogłem zrobić ten trening właśnie w sobotę. 

Zbierałem się, jak pies do jeża a nawet do jeżozwierza, takiego dużego jeża, zwierza, co się najeża… Masakra, chociaż w tym kraju nie ma takich zwierząt! Jest żubr … Lis, wilk, kuna, koń, wydra, ryjówka, zając – to są zwierzęta, które żyją w Polsce. Kto wie skąd ten cytat pochodzi? Z jednego z najlepszych polskich filmów, które mogę oglądać godzinami. 

Do rzeczy, bo jak zawsze przeciągam. Miało być bieganie w piątek. Nie było. Przeniosłem więc na sobotę, a że dzień wolny i tak był w planie, więc różnicy aż takiej nie było. Postanowiłem więc, że wstanę o 7 rano i o 9 wyjdę na trening, bo na 12 z hakiem miałem być na ceremonii dekoracji w Olivia Businness Center, jako wręczacz nagród dla triumfatorów biegu po schodach, Star Challenge. Obudziłem się przed siódmą i przestawiłem budzik na ósmą… Jakby to Klopsik skomentował, przecież nie będę oszukiwał organizmu… Tylko, że Klopsik śpi po 8 godzin albo więcej na dobę, ale nie drążmy tego tematu… Przestawiłem budzik na ósmą, ale tylko z tego powodu, że na dworze pizgało, jak na Uralu, co potwierdziła prognoza pogody, a na wieczór wiatr miał zmaleć. Znalazłem więc sobie taką wymówkę… wymówka, nie wymówka, ale miała jakieś racjonalne podłoże i nie, żebym się tłumaczył…

Ogarnąłem, co miałem, wróciłem wieczorem i zacząłem się szykować na trening. Temperatura idealna, około minus 3, może minus 4 C, zero wiatru. Rześko. Ubrałem się w 4 warstwy i ruszyłem na stadion. Tyle warstw tylko dlatego, że na akcent rozpłaszczyłem się i biegałem na „lekko” a po treningu, w drodze do domu miałem dodatkowe warstwy, które chroniły mnie przed zimnem. Na akcencie 3 x 4 km można się spocić… 

4 km truchtu, gimnastyka, striptis dla ubogich na stadionie i jazda… No może nie tak do końca, bo kto mnie zna, ten wie, że stadionów unikam jak ognia. Nienawidzę stadionów. Nienawidzę kręcić się, jak chomik w kołowrotku a perspektywa zrobienia 30 okrążeń, ba 32 okrążeń, co prawda, przedzielonych… nie napawała mnie radością. Robiło mi się mdło a nawet niedobrze na samą myśl o tym, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz.. Nic. 

Musiałem to wszystko jakoś sobie poustawiać w głowie i tak też zrobiłem. Kombinacje alpejskie to przy tym pikuś. Płaska trasa prostą drogą po bułki do sklepu. Jako, że jedna czwórka to 10 okrążeń, więc wpadłem na taki genialny plan, w którym podzieliłem sobie wszystko na mniejsze odcinki.

Odcinek pierwszy, czyli pierwsze 400 m i to kontrola międzyczasu i ustawianie tempa. Po 400 m miało być około 1’30 i tego się starałem trzymać. 

Odcinek drugi, czyli dokręcamy do 1 km a to już 2,5 okrążenia za pasem, znów międzyczas… kontrola tempa i  komunikat do głowy >>> jeszcze tylko 3 km a w sumie to dwa bo dwa ostatnie szybko miną ponieważ przyspieszę.

Odcinek trzeci , czyli jestem już na drugim km, więc do końca mam jedyne 5 okrążeń i idąc dalej  to połowa już jest za mną i znów komunikat >>> jeszcze 1 km i finisz.

Odcinek czwarty – mamy już trzeci km i do końca tylko 2,5 okrążenia a w sumie to 2, bo jak o tym pomyślałem to miałem do mety 800 m…

Odcinek piąty i ostatni komunikat >>> jeszcze tylko 1 okrążenie, czyli niecałe 1:30 biegu… 

…i można było wcisnąć przycisk LAP, mówiący o ukończeniu pierwszej czwórki. Ufffff…. 

Takimi oto prostymi zabiegami skróciłem sobie maksymalnie rozmyślanie o tym, jaki to ma być ciężki trening, ile okrążeń jeszcze przede mną i wyłączyłem bezsensowne myślenie z tych w stylu NIE DAM RADY ! Czwóreczki wyszły pięknie. Pierwsza w 15’04, druga w 14’54 i ostatnia w 14’44… Można? Można… Tylko trzeba poukładać sobie wszystko odpowiednio w łepetynie. 

Życie nie toczy się tak, jak powinno, ale jest takie jakie jest. Sposób w jaki sobie z tym radzisz, stanowi całą różnicę. – Virginia Sattir

prev
next