„SIEDEM” – Piotr Suchenia
FRAGMENT KSIĄŻKI
Fragment książki “SIEDEM”; rozdział: Reggae marathon w obłokach marihuany
Co do samej trasy, to była dość nudna, chociaż kolorytu dodawali lokalni mieszkańcy. Wystawiali swoje samochody, z których większość robiła wielkie głośniki, a z nich leciała głośna muza. Niestety powtarzała się, więc można było przewidzieć, co będzie za jakiś czas na tym samym punkcie. Dość oryginalne wrażenie sprawiali mieszkańcy, którzy w kilku miejscach w dość znacznych grupach obsadzili trasę, sprawiając, że biegło się w obłokach reggae i marihuany. Mogę więc śmiało powiedzieć, że biegłem naćpany i to chyba sprawiało, że nie czułem bólu.
Punkty z piciem, na których znajdowały się woda i tamtejszy izotonik, znajdowały się co 1 milę. Płyny były podawane w woreczkach, ręka w górę, kto pamięta, jak kiedyś w sklepie można było zakupić taki napój w woreczku. Ja pamiętam to ze szkolnych sklepików w szkole podstawowej. Często i gęsto zamiast pić, oblewaliśmy się sokiem, czego skutkiem były klejące korytarze, łomot ścierką od sprzątaczki oraz uwaga w dzienniczku.
Recenzje
Skromny i zawsze uśmiechnięty. Wiedziałem, że dużo podróżuje by biegać i że to bieganie jest często w ekstremalnych warunkach. Siedem to potwierdza. Pokazuje Piotra jako wielkiego fightera, a jednocześnie wrażliwego romantyka. Poznaj świat z perspektywy człowieka, który niczego nie musi. Chce, pragnie, ma marzenia i je realizuje. Cytując słowa wielkich tego świata, które traktuje jako kierunkowskaz, potrafi zmotywować… nie tylko do biegania. Te historie mogą dać siłę i nadzieję, nie tylko biegaczom.
Jeżeli oczekujesz od siebie czegoś więcej, niż tylko zaliczenia 42 km i 195 m, jeżeli masz w sobie to „coś”, co każe Ci szukać nowych wyzwań, to Piotrek Suchenia w swojej książce Siedem pokazuje, jak to zrealizować. Biegający podróżnik czy podróżujący biegacz-maratończyk? Tak można określić autora „Siódemki”.
To dla mnie pasjonująca lektura człowieka, który realizuje swoje marzenia poprzez starty na wszystkich kontynentach, w różnych warunkach klimatycznych. Od skrajnie niskich temperatur na Biegunie Północnym i Antarktydzie, do upałów w Afryce czy startów w Azji przy maksymalnej wilgotności powietrza i na skrajnych wysokościach. I co ważne, realizując wcześniej wytyczone cele, nie zatrzymuje się dla „odpoczynku”, tylko podąża ku następnym. A bieganiu towarzyszy zawsze zwiedzanie, chciałoby się rzec, „od kuchni”. Piotr nie podąża utartymi szlakami turystycznymi, nie zadowala się tym, co opisują foldery. Szuka własnych dróg poznawania świata. A wszystko to osiągnął, jak sam podkreśla, dzięki dyscyplinie, która według Piotra polega na „wykonywaniu swojej pracy, podążaniu swoją drogą, realizując wcześniej obrane cele”. I co jest szczególnie ważne, żeby pamiętać, że „kiedy jest ciężko, to dyscyplina jest tym, co pozwala przeć do przodu – nawet wtedy, gdy nie ma motywacji, ale wiadomo, że trzeba robić te wszystkie rzeczy, żeby spełnić swoje marzenia i realizować swoją pasję. Kto nie ma marzeń i pasji, ten marnuje swój czas, a drugiej szansy mieć nie będziemy”.
Siedem to lektura obowiązkowa dla każdego biegacza, który chce czegoś więcej niż tylko zaliczenia kolejnego dystansu i poprawienia swojego czasu.
„Rozgrzewając chłód” – Piotr Suchenia
FRAGMENT KSIĄŻKI
Fragment książki “Rozgrzewając chłód”; rozdział: North Pole Marathon – Veni! Vidi! Vici!
Trasa składała się z 12 okrążeń, z czego normalnie, płynnie, rytmowo można było biec niecałe 400 metrów po pasie startowym. Reszta pętli wiodła przez pole śnieżne, czyli przez bliżej nieokreślony teren. Był to sypki, grząski śnieg, na którym znajdowały się przeszkody lodowe, małe torosy, rowy i podobne atrakcje, które trzeba było pokonać. Jednym słowem zapowiadało się ponad 42-kilometrowe siłowe bieganie, a raczej skakanie, skipowanie, bo biegać w takich warunkach się nie dało, szczególnie że na jednym okrążeniu w jednej chwili znajdowały się 54 osoby. Dotarło to do mnie po kilkuset metrach, kiedy zacząłem skakać jak zając, zapadając się co chwilę po kostki, po pół łydki, zaliczając spektakularne gleby. Zapowiadała się bardzo ciężka przeprawa, a buńczuczne hasło, że tylko silni przetrwają, nabierało sensu. W duszy cieszyłem się z tego obrotu sprawy, gdyż w swoim treningu realizowałem sporo jednostek siły biegowej, która jest jednym z moich ulubionych środków treningowych. Kilometry skipów, podskoków i podbiegów miały zaprocentować i w to wierzyłem. Wierzyłem w trening i w swoje silne nogi jak w Boga.
Recenzje
Jest takie miejsce na Ziemi, z którego w którą stronę byś nie poszedł – zawsze pójdziesz na południe. To oczywiście Biegun Północny. Piotrek Suchenia wymyślił sobie nie tylko że dotrze na ten koniec świata, ale że pobiegnie tam maraton. I nie tylko pobiegł, ale jeszcze go wygrał. A potem pojechał na południe, tak daleko jak się tylko dało, i tam też wygrał – maraton pośrodku Antarktydy. Chłopak, który miał wszelkie predyspozycje by zostać łobuzem, przemytnikiem czy członkiem lokalnego gangu, dzięki bieganiu skierował swoje życie na zupełnie inne tory. Zapraszam do przeczytania tej książki, choć mam wrażenie, że jest ona nieco przedwczesna – może i oba bieguny zdobyte, do tego Grenlandia i Spitsbergen, ale… ale jak znam Piotrka to tylko z wrodzonej skromności nie mówi co dalej. Ta historia na pewno nie skończy się przecież na tej książce!
Poznałem Piotra na trasie poznańskiego półmaratonu w 2016 roku. Był jedną z moich inspiracji i dowodów, że można będąc amatorem biegać maraton poniżej 2h 30min. Potem Piotr znudził się klepaniem asfaltu i odleciał w zimne krainy. To cenne, że mamy „swojego człowieka”, który wygrywa tak oryginalne maratony i relacjonuje nam swoje doświadczenia z niedostępnych miejsc. Taki biegowy Ryszard Kapuściński. Nie sądzę bym dzięki temu polubił siarczyste mrozy i porywiste wiatry, ale przeżywanie wraz z nim ekstremalnych przygód na dalekiej północy i południu pokazuję jak różnorodne mogą być biegowe pasje i ile odcieni może mieć zamiłowanie do sportu.
Piotrek rozgrzał mnie na maxa , biegam z nim już od 3 lat i dzięki jego poradom i regularnemu treningowi wróciłem do formy. Zrzuciłem 10 kg i przede wszystkim dzięki porannym „biegowym endorfinom” mam energię i motywacje aby mierzyć się z codziennymi wyzwaniami które przynosi praca i życie ale tez daje mi to odwagę do podnoszenia sobie poprzeczki wyzwań podróżniczych . Także energia biegowa = energia do życia. Myślę że książka na pewno Was rozgrzeje nie tylko do biegania – szczerze polecam.
Piotr zabrał mnie w niesamowitą podróż. Podróż w rejony, w które sama bym się nie zdecydowała wyruszyć. Zawsze powtarzam, że prawdziwa pasja i odwaga w podążaniu swoją własną drogą otwierają inny wymiar życia. Dla mnie to jego kwintesencja. Piotr jest najlepszym ambasadorem życia jego pełnią. Zacznij czytać a poczujesz arktyczny chłód. Pochłonie cię błękit nieba, promienie słońca przenikną przez twoje ciało a serce zacznie bić innym rytmem.
Książkowe podróżowanie obok Piotra jest niezwykłym doznaniem. Przemierzając każdy kilometr, zwiedzamy jego życie, patrzymy jego oczami na świat. Każdy jego krok to dawka motywacji, siły i optymizmu dla czytelnika. A cała ta podróż, bardzo często odległa, niezwykła i unikatowa zaczyna się od powiedzenia światu “Tak”. Autentyczność doświadczeń to ogromny walor tej książki. I pomyśleć, że wszystko zaczyna się od pasji, w tym przypadku od biegania, które jest rewelacyjnym sposobem na ułożenie sobie życia pełnego endorfin i pozytywnej energii. – dzięki za książkę, dobrze się ja czyta i trzymam kciuki za kolejne rozdziały…

