styczeń

12573815_994950117214802_53300673459837896_n

Krótka styczniowa statystyka: 2011 rok i 397 km, 2012 – 443 km, 2013 – 312 km, 2014 – 541 km, 2015 – 291 km, 2016 i … 434 km, czyli jakby nie patrzeć to tegoroczny styczeń udało się przepracować całkiem, całkiem sympatycznie. Jak dodać do tego treningi na pływalni, dość dużo jak na mnie treningu obwodowego, który mi się spodobał, to robi się bardzo przyjemna objętość. W styczniu 4 dni nie robiłem nic. Albo byłem w podróży, albo jadłem pączki popijając trzecią kawą, czyli de facto dni treningowych było 27 a biegowych… 25…

12565624_990614457648368_4965628950546963670_n

W styczniu dość mocno zmodyfikowałem trening. Z braku czasu i bardzo napiętego kalendarza musiałem często kombinować z jednostkami i nie zawsze udawało się zrealizować, to co planowałem, ale postawiłem na dość mocne nakładanie się akcentów jeden na drugi, żeby skumulować efekt zmęczenia, co mi się udało. Za sześćdziesiąt kilka dni czeka mnie wyścig w którym muszę być przygotowany na 5 godzin ciągłego wysiłku, więc takie nakładanie na siebie jednostek ma sens i jest w tym pewien zamysł.

12552518_994081683968312_7963409195571719091_n

99 % treningów przeniosłem do lasu a na szosie zrobiłem tylko jeden akcent, 12 km bieg ciągły na tętnie w okolicy 170, który wyszedł równo po 4’/km na „zmęczonej nodze”. W mikrocyklu tygodniowym główny nacisk akcentów następował w ostatnich trzech dniach, czyli piątek, sobota, niedziela. Tam nie było odpuszczania. Piątek zaczynał się o 7:15 moczeniem tyłka w wodzie, czyli dość mocnym (jak dla mnie) akcentem pływackim, potem tradycyjnie praca a wieczorem zabawa biegowa. Na  początku było to 10 x minuta, tydzień później 10 x 2 minuty i jeszcze dalej 10 x 3 minuty, przerwy jedno minutowe, czyli praktycznie bez  jakiegoś wielkiego i długiego wypoczynku. Wszystkie treningi realizowane, były w lesie, z czołówką, generalnie po śniegu, błocie i lekkich góreczkach. Testowałem nakładki z kolcami, które zdały egzamin i różne kombinacje ubioru. Sobota, czyli czternastka crossu na zmęczonej nodze a niedziela długi bieg. Oczywiście w lesie, oczywiście z premiami górskimi. W ostatnią niedzielę była to pełna trzydziestka.

12642778_998885530154594_5178382534079928358_n

Poniedziałki praktycznie „biegowo – treningowo” odpuściłem. To dzień na aktywną regenerację. Żadnego trenowania. W lutym będę jednak chciał wrzucić tam wieczorne pływanie, na 21, żeby były te trzy jednostki wodne w tygodniu, bo coś czuję że dwa razy to za mało. Dlaczego pływalnia? Gimnastyka, wzmacnianie wszystkich mięśni i przede wszystkim inna praca, bo nie samym bieganiem człowiek żyje. Niedługo dojdzie rower i coś czuję że wrócę powoli do treningu tri, czego się zapierałem rękami i nogami… życie. Pływanie oczywiście wygląda jak kiedyś, no może prawie kiedyś, bo objętościowo jest go o połowę mniej i z perspektywy kilku lat twierdzę, że taplam się w wodzie, ale i takim taplaniem można się solidnie zmęczyć, szczególnie jak miało się dość długą przerwę.

12549133_993782250664922_7285237418885596831_n

…to był dobry miesiąc. Oby następny udało się podobnie przepracować a wtedy zostanie tylko część marca na mocne trenowanie i kwiecień, kiedy czeka mnie docelowa wiosenna impeza, czyli North Pole Marathon a tam będzie długie, mroźne i siłowe bieganie.

prev
next