W czwartek, 29 maja, o godzinie 7:00 czasu nepalskiego zacznie się zabawa. Mam nadzieję, że się zacznie i uda się wmaszerować do EBC w jednym kawałku, a potem ruszyć w dół. Z górki na pazurki. Ostatnie treningi pokazały, że forma jest, więc nie pozostało nic innego, tylko ją wykorzystać. Co ma być, to będzie. Jadę się ścigać!
Jakie jednostki zrealizowałem w ostatnich dwóch tygodniach przed wylotem? Na przykład 20×1’/1’ zabawy biegowej w terenie. Mocno, konkretnie, intensywnie, ale to dopiero weekend miał pokazać, jaka jest dyspozycja. Odcinki, w zależności od podłoża i ukształtowania, wynosiły od 3’21 do 4’09/km. Średnia ze wszystkich odcinków zamknęła się w 3’38/km. Zacnie.

Kolejną jednostkę, 11 km rozbieganie, wykonałem z Mawim w lasach okalających Nowe Miasto Lubawskie. Zostałem zaproszony do uczniów lokalnej szkoły, w której opowiadałem o bieganiu i podróżowaniu po całym świecie. To było fantastyczne doznanie i co mnie bardzo ucieszyło, dzieciaki słuchały i były grzeczne.

W sobotę w planie miałem 16 km ciągłego na Czarnej Drodze. Planowałem pobiec nie szybciej niż po 4’10 i nie wolniej niż po 4’15/km. 16 km odcinek podzieliłem w głowie na 4 x 4 km i ruszyłem. Czułem ogromny luz w nodze i tradycyjnie musiałem się hamować. Wybrałem trasę od 4 do 0 potem do 8 i z powrotem do 4. Kto tam biegał wie, że było co robić i gdzie wbiegać. Nie jest tam płasko i cały czas trzeba pracować. Kierowałem się głównie samopoczuciem i względnym komfortem oddechowym oraz międzyczasami sprawdzanymi co 1 km. Jak wyszło? Bardzo obiecująco: 16’12 [4’03], HRavg 169, 16’15 [4’04], HRavg 173, 16’06 [4’01], HRavg 175 i ostatnia 15’34 [3’54], HRavg 176. Całość zamknąłem z czasem 64’08, co dało średnią 4’01/km, przy tętnie 173. Nie spodziewałem się, że tak dobrze będę się czuł. Co na to wpłynęło? Trening, trening i jeszcze raz trening. Spokojny i przede wszystkim regularny trening, w którym nie było dziur i odpuszczania. Jak zdrowie nie pomagało wybierałem rozbiegania zamiast akcentów, ale cały czas byłem w robocie.
Na niedzielę planowałem ponad 2 godzinne rozbieganie z kilkoma premiami górskimi. Weszło pięknie. 25 km po 5’08/km z 7 zacnymi podbiegami. Suma przewyższeń wyszła 476 metrów, a zegarek pokazał średnie tętno na poziomie 149! Byłem bardzo zadowolony z tego weekendu, jak z ostatnich dwóch tygodni.
Do kompletu został ostatni, podczas którego wjechała zabawa biegowa 4×5’/2’ – oczywiście w terenie na tętnie okołostartowym. Ostatnie długie rozbieganie, oczywiście po górkach, podczas którego podchodząc jak pies do jeża wykręciłem 19,5 km po 4’59/km.
Podsumowaniem całego mikro był I Bieg Rzemiosła w Wejherowie rozgrywany na dystansie 5 km, no może 5,3 km, ale czy to ma znaczenie? Nie. Całe zawody były na głowie Iwony, która dwoiła się i troiła, żeby wszystko wyszło git i z mojej perspektywy – zawodnika tak było. Trasa wiodła parkowymi alejkami i była bardzo ciekawa. Nie było nudy. Zakręty, zbiegi, podbiegi, różnorodna nawierzchnia i dobra ekipa do ścigania sprawiała, że cały czas trzeba było koncentrować się na 200%.

Ruszyliśmy mocno. Do przodu poleciał Grzesiek Kujawski, za nim Damian i Arek. To było do przewidzenia i niespodzianki nie było. Wystarczyło przeanalizować listę startową. W każdym razie było ostro. Czułem od samego początku, że intensywność jest bardzo wysoka i trudna do utrzymania, ale to są przecież zawody, a nie wakacje pod palmami. Biegłem więc mocno i rozerwałem grupę. Na plecach siedział mi jeden zawodnik, którego nie mogłem zgubić. Irytował mnie nie tym, że nie dawał zmiany, bo nie musiał, ale tym, że skracał trasę. W miejscu, gdzie trzeba było obiec drzewo, zgodnie z zielonymi strzałkami organizatora, ów zawodnik biegł prosto, nadrabiając kilka sekund w tym miejscu. Obiegnięcie i wejście wiraż więcej kosztowało niż bieg na wprost. Było to słabe. Na drugim okrążeniu było podobnie. Zwróciłem chłopakowi uwagę, zbulwersował się, zaczął coś gadać o omijaniu kałuż i pytał się z jakiej jestem kategorii. Na kocówce ogolił mnie i uciekł mi na ostatnich 200 metrach. Na mecie pogratulowałem mu zwycięstwa, ale dałem do zrozumienia, że pewne rzeczy są nie fair. Nie sądzę, żeby zrozumiał, ale to nie mój problem.
W każdym razie na metę wbiegłem 5 open i 1 w kategorii M40. Średnie tętno wyniosło 184, a maksymalne 192. Jak widać, nie oszczędzałem się. I dobrze. O to chodziło. Był to bardzo dobry bieg i jestem z niego zadowolony.
To był również ostatni start i pewnie trening przed wyjazdem do Nepalu. Nie pozostaje nic innego, jak trwać w oczekiwaniu na start w maratonie pod górą gór.
Im cierpliwszy jesteś, tym silniejszym się stajesz – Woodrow Wilson