Letnie zaległości na orientację

Mamy październik, a ja z racji tradycyjnego niedoczasu nie ogarnąłem jakże ważnego pod kątem startowym sierpnia i września. Były to miesiące, w których dużo się działo, a sportowe emocje przypominały sinusoidę. Takie były starty w Pucharze Bałtyku i Grand Prix Pomorza. Zanim przejdę, czy raczej przebiegnę do karkonoskiej sztafety i gdańskiego Westerplatte, z kronikarskiego obowiązku wspomnę co działo się ostatniego letniego miesiąca w lesie. 

Orienteering Baltic Cup 

Trzy dni biegania w fajnym terenie, trzy dni pracy przy organizacji zawodów i rolercoaster pogodowy. To najlepsze podsumowanie sierpniowych zawodów. Pierwszy etap wypadł doskonale. Biegłem pewnie, mocno i czujnie, nie popełniając błędów. Koncentracja na 200%. Kilka razy zrobiłem lekkie wahnięcie, ale niestety nie mogę wrócić do tego na Livelox i przeanalizować biegu, gdyż zaraz po starcie przypadkowo wyłączyłem zegarek. Mocno podbudował mnie ten etap i nie mogłem doczekać się drugiego, jakim był klasyk. Skończyłem jako drugi…

fot. Michał Sadowski

W sobotę pod butem czułem moc i nastawiałem się na solidne ściganie. Nawet ulewna pogoda i temperatura spadająca poniżej 10 C nie popsuły mi humoru. Darłem na start i czekałem, aż zegar wybije moją minutę. Ruszyłem bardzo mocno i bardzo pewnie. Noga tak szła, że na 3 punkcie prowadziłem i miałem prawie 2 minuty przewagi. Oczywiście nie wiedziałem o tym, bo każdy startuje sam, indywidualnie, ale czułem, że jest git. W sporcie jest tak, że to meta weryfikuje wszystko, ale tu zweryfikował temat kolejny, czyli 4 punkt kontrolny. Odbiegając na niego niefortunnie złożyłem mapę i we łbie ułożyłem sobie plan, że nie biegnę z 3 na 4, ale z 2 na 1… i tak biegłem, biegłem i biegłem, aż podchodząc pod kolejną górę wczytałem się dokładnie w mokrą od deszczu mapę i zauważyłem swój błąd.

źródło: UKS Siódemka Rumia

Poziom koncentracji spadł o 200% i miałem po zawodach. Nie potrafiłem wrócić na wyjściowy poziom i zacząłem uprawiać radosną twórczość turysty zwiedzającego wszystkie okoliczne wzgórki, pagórki i inne miejsca. Dałem ciała na maxa i miałem wszystkiego dosyć. Kolejne punkty jakoś zaliczyłem, bez weny, natchnienia kładąc się na 9. Tam nie wczytałem się w warstwice przy samym punkcie i nastał chaos. Totalny chaos, że szkoda gadać. Teoretyzując, gdyby nie te dwa babole, wygrałbym drugi etap, a tak byłem daleko z tyłu. Szkoda, ale taki jest sport, a szczególnie BnO. Po starcie zbierałem jeszcze punkty i tego dnia wyszło prawie 18 km, w tym sporo w paskudnym terenie i jeszcze gorszej pogodzie. Poczułem to w niedzielę. 

źródło: UKS Siódemka Rumia

LIVELOX – PRZEBIEGI

Na ostatnim etapie chciałem się odkuć, ale finalnie zszedłem z trasy. Ruszyłem jednak mocno, bojowo i dziarsko. Nie powiem, że skopałem 2 punkt, ale przebiegłem obok niego może metr, może dwa i nie zauważyłem go. Kręciłem się potem w kółko, a kiedy go w końcu znalazłem i podbiłem będąc w miejscu, w którym byłem… poziom frustracji sięgnął zenitu. Oczywiście kolejne punkty jakoś wchodziły, ale jedne mniej inne gorzej i to nie było to. Na 14 punkcie rzuciłem biały ręcznik i grzecznie wróciłem na metę.  

źródło: UKS Siódemka Rumia

PRZEBIEGI – LIVELOX

To nie były udane zawody, mimo że początek zapowiadał się cudownie. 

Codziennie rób przynajmniej jeden krok w kierunku swojego celu – Bruce Lee

Grand Prix Pomorza 

Chciałem się rozgrzeszyć po ubiegłotygodniowej klęsce i prawie mi to wyszło. W ostatni weekend sierpnia wystartowałem w Grand Prix Pomorza w Kamienicy Królewskiej. Pogoda była piękna. Było deszczowo, ulewnie, ale przynajmniej nie tak zimno, jak tydzień temu. Zaliczyłem trzy bardzo intensywne i solidne etapy i nawet byłem z nich zadowolony. Oczywiście weszło kilka bezsensownych błędów, ale finalnie bez tragedii. Najbardziej zadowolony jestem z intensywności, jaką udało mi się utrzymać na wszystkich etapach. To było coś, czego mi wcześniej brakowało. Chyba trafiłem na swój teren, który był dość szybki, biegowy, ale również techniczny i wymagający.  

Fot. Michał Sadowski

Na pierwszym etapie wpadło około 3 minut błędu, w tym 2 na jednym punkcie, kiedy ponownie nie wczytałem się w szczegóły na samym końcu. Wystarczyło zwolnić, mocniej się skoncentrować, uspokoić i dobrze wczytać, a nie lecieć gdzieś tam… Szkoda, bo dobrze żarło.  

źródło: UKS Azymut 45 Gdynia

LIVELOX – PRZEBIEGI

Drugi etap był równie ciekawy i mocny, a nawet mocniejszy. Doprowadziłem się do takiego stanu, w którym nie ogarniałem rzeczywistości, nie byłem w stanie skontrolować mapy, a jakby ktoś zapytał się mnie która jest godzina, pewnie odpowiedziałbym, że moja ostatnia.  

Początek był elegancki. Wjechał lekki błąd na 4 punkt. Nie mogłem doczytać się dokładnej lokalizacji miejsca, w którym znajdował się lampion i chwilę pokręciłem się w kółko. To jednak nic. Kolejne weszły idealnie, aż do 9, gdzie zrzuciło mnie ostro w lewo i nic mi nie grało. Rzeczka, którą widziałem na mapie i którą chciałem się kierować w drodze do punktu, okazała się być południkiem… starość i ślepota.

źródło: UKS Azymut 45 Gdynia

Tam dogonił mnie Rychu, który także zakręcił się jak słoik na zimę. Do mety lecieliśmy razem i wspólnie rozwalaliśmy system. To znaczy Rychu nawigował, ja biegłem za nim i starałem się mu nie przeszkadzać. Co prawda na początku miałem w planie mu uciec, ale szybko postawił mnie do pionu i prawie zmiótł z planszy. Wtolipiśmy 12, ale resztę zaliczyliśmy wzorowo. Takim ogniem dawno nie biegłem.   

źródło: UKS Azymut 45 Gdynia

LIVELOX – PRZEBIEGI

Ostatni etap i świetna trasa. Super samopoczucie i mega nastawienie. Żarło okrutnie, leciało się czysto i konkretnie, aż do 8. Ten zabiegłem i w drodze na 9 wybrałem kiepski wariant. To zdecydowało o tym, że uciekło podium w klasyfikacji końcowej, ale suma sumarum byłem zadowolony z tego biegu. Okazało się, że nawet potrafię biegać midelki, tylko muszę obiegać się więcej na mapie, bo z każdym razem wychodziło coraz lepiej i coraz pewniej czułem się na mapie.  

LIVELOX – PRZEBIEGI

Jak w końcu uznam, że w 100% chcę się poświęcić orientacji i odpuszczę inne starty, szczególnie te wymagające długiej i monotonnej pracy, uważam że będę mógł walczyć o medale na mistrzowskich imprezach. Potrzebuję jednak mapy, mapy i jeszcze raz mapy. W 2026 roku, w pierwszej połowie roku niestety to się nie uda, ale może druga połowa roku będzie bardziej łaskawa? Pożyjemy – zobaczymy… a na końcu i tak meta zweryfikuje wszystko.

Gra nie jest skończona dopóki się nie skończy – Yogi Berra 

2025-10-17T10:02:42+02:0017/10/2025|Starty|