Pozwoliłem sobie zatytułować ten wpis dość dosadnie, ale tak właśnie to czuję i tak odbieram książkę Marcina Dybuka pt. „Chłopaki nie płaczą, chłopaki z okien skaczą”. Jak sam tytuł wskazuje, książka bardzo mocno porusza temat męskiej psychiki i problemów każdego z nas – mężczyzn, chłopaków, a niekiedy chłopców, którzy z twardych ajronmenów, ultrasów i maratończyków w obliczu kryzysu i natłoku trudnych emocji stają się… Tu każdy z Was, z nas, może wpisać to, co myśli, i uzupełnić wykropkowane pole. Najlepiej stając przed lustrem, patrząc sobie głęboko w oczy i wykrzykując jakże popularne hasło: „Chłopaki nie płaczą!” Ale czy na pewno?
Z Marcinem poznaliśmy się wiele lat temu w Radiu Gdańsk. Choć z biegiem czasu nasze zawodowe i życiowe ścieżki rozchodziły się i schodziły w różnych momentach, to na jego najnowszą książkę trafiłem zupełnie przypadkiem. Z perspektywy czasu, siwiejących włosów oraz ogromnego bagażu emocjonalnego, który każdego dnia dźwigam, wiem, że ten „przypadek” był czymś znacznie większym niż zbiegiem okoliczności. Czymś, za co dzisiaj z całego serca dziękuję i to nie tylko autorowi. To była lektura, która trafiła dokładnie wtedy, kiedy powinna. W punkt. Pod żebra. Na wątrobę. W podbródek, powodując skurcz zaciskającej się przepony, kiedy zaczęło brakować tlenu, by móc oddychać pełną piersią… Tak, to trudne, smutne, lecz prawdziwe. Zupełnie jak w kultowym utworze „Sad But True” jednego z moich ulubionych zespołów – Metalliki.
Książka Marcina to bezkompromisowa, szczera i kompleksowa publikacja poświęcona kondycji psychicznej mężczyzn. Tytuł – mocny, wręcz drastyczny – bezlitośnie obnaża brutalną prawdę o cenie, jaką faceci płacą za kult „bycia twardym za wszelką cenę”. Szczególnie otwiera oczy, gdy osobiście znasz kilku głównych bohaterów, którzy w niej występują. To ryje głowę i daje do myślenia. Szczerze i prawdziwie. Zaczynając ją czytać, doszedłem do 71. strony i emocjonalnie nie udźwignąłem reszty. Przez pół nocy nie spałem, a mój mózg przetwarzał i analizował dziesiątki lat mojego życia. Tego nie dało się już „odzobaczyć”… To zabolało, jak ostatnie kilometry mojego ostatniego tańca w Bostonie.
Marcin, łącząc swoje osobiste, kryzysowe doświadczenia z poruszającymi historiami siedmiu innych mężczyzn, a może chłopaków, rozbija w pył utarte stereotypy. Odziera je z szat i pokazuje, że król jest nagi i bezbronny – mimo że wokół niego znajduje się wiele osób, które podobnie jak on zakładają różne maski, zależnie od sytuacji. To smutne, ale niestety wciąż istnieje na to społeczne przyzwolenie. Książka Marcina to opowieści o depresji, uzależnieniach i sięganiu dna, ale przede wszystkim – o wychodzeniu z tego bałaganu i budowaniu dobrego, mądrego życia na nowo. Do głowy przychodzi mi w tej chwili Ragnarok i oczekiwanie na zmierzch bogów. Gdy przyjdzie kres i nic do stracenia nie będzie już…
To, co mnie poruszyło i co stanowi o wyjątkowej sile tej pozycji, to jej formuła. Nie jest to teoretyczny poradnik z gotowymi, pustymi receptami. Nie jest to także kołczingowy bełkot rodem z TikToka, gdzie Wróżka Zębuszka mówi, jak żyć. Obok autentycznych świadectw Marcin oddaje głos ekspertom i serwuje praktyczne wskazówki ułatwiające zrozumienie własnych emocji. Niezwykle cennym elementem jest również subiektywny rozdział autorstwa żony autora, psychoterapeutki Aldony Dybuk, dający unikalny, kobiecy wgląd w męski świat i oczekiwania.
Dla kogo jest ta książka? Dla każdego z nas. Dla mężczyzn zmagających się z presją, gonitwą za kasą, starających się za wszelką cenę podnieść swój status i zadowolić swoje – a często również cudze – ego. To obowiązkowa pozycja dla osób walczących z samotnością. Książka daje upragnione prawo do czucia i proszenia o pomoc, udowadniając, że to właśnie w bezbronności tkwi prawdziwa odwaga. To także wartościowa lektura dla kobiet, które po jej przeczytaniu będą mogły lepiej zrozumieć skomplikowany wewnętrzny świat swoich partnerów, synów czy ojców. Bo mimo że często wydaje się, iż męski świat jest zero-jedynkowy, to w rzeczywistości wcale taki nie jest.
Dla mnie ta książka to coś więcej niż zlepek kartek. To autentyczne narzędzie wsparcia i głos, wołanie, a nawet krzyk, który przerywa destrukcyjne milczenie. Marcin napisał rzecz bez tabu i bez udawania. To publikacja, która – bez cienia przesady – może sprawić, że ktoś w porę poprosi o pomoc. A to naprawdę może uratować życie. Być może Twoje. Być może kogoś, kogo kochasz.
To jest Twój czas, gdy walka trwa, nie Tobie modlić się przez strach…
Marcin, dzięki!
Książkę Marcina Dybuka pt. „Chłopaki nie płaczą, chłopaki z okien skaczą” możecie kupić na stronie autora magielzycia.pl