Nocne świętojańskie ścigańsko 

W końcu udało mi się wystartować w biegu, który jest moim pierwszym „nieślubnym dzieckiem”. Pierwszym, które stworzyłem od podstaw, od A do Z. A było to dokładnie 18 czerwca 2005 roku. Właśnie wtedy odbyła się pierwsza edycja Nocnego Biegu Świętojańskiego w Gdyni, który miałem ogromną przyjemność organizować wraz z ekipą z ówczesnego GOSiR-u. Teraz, po 21 latach, stanąłem na kresce jako zawodnik i ruszyłem na podbój świętojańskiej nocy! 

Start dziesięciokilometrowego biegu zaplanowany był na godzinę 23:59, ale nie miałem czasu na leżenie do góry wentylem. Cały dzień byłem w pracy i miałem mnóstwo tematów biegowych oraz okołobiegowych do ogarnięcia. Poza tym o 18:30 w Biegu Malucha startował Olaf, więc trzeba było pokibicować młodemu. Wystartował zupełnie bez opieki rodziców, bo sam już doskonale wie, co robić. Jak na czterolatka jest świetnie rozwinięty i znakomicie zaznajomiony z organizacją oraz przebiegiem zawodów. Wie, że musi mieć numer startowy, ustawić się na kresce i pobiec jak najszybciej do mety, gdzie otrzyma medal. Najważniejsze, że to lubi i sprawia mu to ogromną frajdę. Czym skorupka za młodu… jak to się mówi. 

fot. Dawid Linkowski

Olaf dobiegł, zgarnął medal, a stary czekał na swoją kolej. Po 23:00 ruszyłem na rozgrzewkę i podreptałem kilka kilometrów ze swoimi zawodnikami. Mimo całego dnia na nogach i późnej pory czułem się cudownie. Nóżki pracowały wyśmienicie, był luz i dynamit! Czułem, że będzie to dobry start i może paść naprawdę wartościowy wynik – a za taki brałbym w ciemno wszystko poniżej 38 minut. Musiałem jednak pamiętać, że gdyńska trasa nie należy do najszybszych. Na dzień dobry czeka niespełna dwukilometrowy podbieg pod Witomino, a od szóstego do dziewiątego kilometra trasa również wiedzie cały czas pod górę. 

Ustawiłem się tuż za Kenijczykami i grzecznie czekałem na wystrzał startera. Ruszyłem mocno, ale z głową. Oczywiście nie zerkałem na zegarek, cały czas kierując się wyłącznie samopoczuciem. Witomino wjechało bez jakichkolwiek problemów i bez najmniejszego zająknięcia. Czułem się naprawdę dobrze, a nóżki pracowały elegancko. Po zdobyciu tej pierwszej premii górskiej puściłem luźniej nogi w dół i zacząłem sukcesywnie wyprzedzać. Wciąż jednak trzymałem palec na hamulcu, bo dalej nie byłem pewien, na co dokładnie mnie dzisiaj stać. Najważniejsze, że złapałem swój optymalny rytm. Małokacka minęła szybko, podobnie jak Aleja Zwycięstwa. 

fot. Witold Deka

Piąty kilometr minąłem po 18 minutach i 43 sekundach. Szybko skalkulowałem w głowie, że jest realna szansa na rozmienienie upragnionych 38 minut. Na wysokości Urzędu Miasta zobaczyłem przed sobą Sławka, który zamiast biec w trupa, rozmawiał sobie z jakimś zawodnikiem. Jako trener nie mogłem przejść obok tego obojętnie – dojechałem go i z miejsca opierdzieliłem. Po nawrotce na Świętojańskiej krótko i zdecydowanie poleciłem mu przyspieszyć i gonić kolejne grupy. Zadziałało! Sławek odpalił wrotki, a ja robiłem swoje. Krok po kroku, metr po metrze, sekunda po sekundzie. Nie powiem, żeby był to pełen luz i zabawa, bo musiałem włożyć w ten bieg mnóstwo sił i mocno się skoncentrować, ale było naprawdę dobrze. 

Dobiegłem do PPNT i na ostatnim kilometrze puściłem przodem dwójkę chłopaków. Pierwsze 500 metrów finałowego odcinka upłynęło mi pod znakiem kombinacji alpejskich: co by tu teraz zrobić? Czy pocisnąć i pójść w totalny opór, czy może biec swoje, a na ostatniej prostej podziękować kibicom za doping i przybić kilka piątek? Ostatecznie wygrała opcja numer jeden. Ruszyłem z dobrych 200 metrów przed metą. Postawiłem na szalę ostatnie pieniądze i dałem z siebie 200 procent, mijając chłopaków, których chwilę wcześniej puściłem przodem. To był piekielny finisz, na którym zegarek zanotował maksymalne tempo 2’22/km! 

fot. Dawid Linkowski

Czas, jaki osiągnąłem na mecie, to 37:14. Jakby na to nie patrzeć – to moja najszybsza dycha w tym roku, z czego jestem niezmiernie zadowolony. Jest moc, jest siła, jest git. To był po prostu bardzo dobry bieg!

Opory, które przełamujesz fizycznie na siłowni, oraz opory, z którymi walczysz w życiu, mogą jedynie zbudować silny charakter – Arnold Schwarzenegger 

2026-07-05T07:56:31+02:0004/07/2026|Starty|