Kiedyś natknąłem się na taki cytat: „Koncentracja jest jak rumak, który niesie cię na swoim grzbiecie. Od ciebie zależy, czy staniesz się dobrym jeźdźcem” – i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w mazurskich lasach spadłem z niego z hukiem. Pierwszego dnia na łeb i na szyję, drugiego na łeb, a trzeciego tylko na szyję – jakkolwiek by to nie brzmiało. Trzydniowe zawody położyłem niestety przez dekoncentrację, której poziom spadł poniżej zera. Cóż… tym razem życie i prywatne tematy znów były górą, więc jedynym pozytywem było konkretne sponiewieranie się z mapą i kompasem. A że zawsze należy szukać plusów, dokładnie tak do tego podchodzę.
Zapraszam na telegraficzny skrót moich wypocin, czyli biegania na oślep zamiast na orientację. Tym razem pominę szczegółowe analizy, wywody i omawianie wariantów, bo to po prostu nie ma sensu. Mapa i przebiegi będą idealną odpowiedzią na to, co wyprawiałem w lesie.
Etap 1

Dodam jednak dwa zdania wstępu i napiszę, co odwaliłem na jedynkę. Myślałem – tak, wiem, myślał indyk… – że płot po lewej stronie to droga i to na niej się znajduję. Biegłem więc prosto i odbiłem w prawo, gdzie czesałem solidnie krzaki, zanim naszło mnie olśnienie: co ja robię tu i gdzie jest mój punkt? Z takim przytupem wjechałem w las z nisko opuszczonymi łokciami, ale gardy nie przytrzymałem i dostałem na wątrobę. Dalej nie będę juz komentował, ale dwójka, ósemka, dziewiątka… do zapomnienia.
LIVELOX – PRZEBIEGI
Etap 2

Jedynka… Idealnie trzymałem kreskę, ale przy samym punkcie, jakieś 40–50 metrów przed nim, poleciałem gdzieś w maliny i cały misterny plan poszedł… Masakra! Dwójka i piątka – bez komentarza. Potem już jakoś żarło, chociaż upał skasował mnie doszczętnie. Łeb mi się przegrzał, mózg wypłynął uszami, a pomroczność jasna zamieniła się w ciemną i przed oczami widziałem już tylko orszak pędzących Walkirii.
LIVELOX – PRZEBIEGI
ETAP 3

Który punkt położyłem na dzień dobry? Tak jest – jedynkę, i to znów na samym wejściu. Punkt praktycznie za darmo, ale jak widać: nie dla mnie. Potem dziewiątkę i dziesiątkę też skopałem – niby tylko troszkę, ale jednak. Przekombinowałem. Nie obrałem pewnych punktów zaczepienia i wylądowałem w krzakach, pokrzywach, jeżynach i malinach… Czyli dokładnie tam, gdzie nie powinienem. Masakra! Jedynym plusem było to, że czułem się pewniej niż podczas pierwszego i drugiego etapu, a noga naprawdę fajnie się kręciła.
LIVELOX – PRZEBIEGI
Ostatecznie zająłem 8. miejsce w kategorii wiekowej, ale na pocieszenie – ostatniego dnia wykręciłem 7. czas. Z dnia na dzień przesuwałem się więc do przodu. Mała rzecz, a cieszy!
Lada moment Sudety Cup, czyli cztery dni solidnej, górskiej wyrypy w skałach, kamlotach i chaszczach. Będzie konkretna weryfikacja umiejętności i mam ogromną nadzieję, że nie dostanę tam srogiego łomotu. Jak uda się solidnie poukładać głowę i wgrać odpowiedni program „koncentracja”, to powinno być dobrze… Nie, wróć. Będzie dobrze. Amen!
Nie trafiłem ponad 9000 rzutów w mojej karierze. Przegrałem prawie 300 gier. 26 razy nie trafiłem decydujących piłek w meczu. Ponosiłem porażki raz po raz przez całe moje życie. I właśnie dlatego osiągnąłem sukces – Michael Jordan