SIEDEM – Afryka

„SIEDEM” – moja druga książka – jakiś czas temu ujrzała światło dzienne. To kompilacja podróżniczo-biegowa opowiadająca o moich wyprawach do Afryki, Azji, Ameryki, Australii, Europy i na Antarktydę. To opis wielkiego fragmentu mojego zakręconego świata i życia, a zarazem dobitny dowód na to, że gdy naprawdę czegoś chcesz, możesz po to sięgnąć. To idealny przykład na całkowite wyeliminowanie słowa „wymówka” ze swojego słownika.

Zapraszam Was do przeczytania wstępu do pierwszego rozdziału. Zabieram w nim Was do odległej Ugandy, gdzie na samym równiku rywalizowałem z pogodą, czasem i samym sobą, stawiając kropkę nad „i” na ostatnim kontynencie mojego biegowego projektu.

KUP KSIĄŻKĘ – SIEDEM

Inaczej płynie czas w Afryce, inaczej się myśli i inaczej nazywa rzeczy, które dla nas tylko pozornie są zrozumiałe – Michał Kruszona, Uganda. Jak się masz, muzungu?


Wiele osób pytało mnie, dlaczego właśnie tam? Czemu w Ugandzie? To, że w Afryce, chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć.

Niewtajemniczonym i nieznającym mojej historii nadmienię, że to właśnie kontynent, skąd pochodzi człowiek, był ostatnim do skompletowania maratońskiej korony, czy raczej Wielkiego Szlema. Żeby go zdobyć, należało przebiec maraton na każdym kontynencie oraz na biegunie północnym. To wyjaśnia Afrykę. Dlaczego jednak Uganda? Przecież są tam inne, bardziej znane i prestiżowe maratony. Z prostego powodu – ten bieg rozgrywany był praktycznie na samym równiku, a jego współrzędne GPS można określić jako: 0°39’36’N, 30°16’30’E, czyli dość blisko umownej kreski przebiegającej pośrodku naszej planety. Kolejnym powodem był termin. W grę wchodził jedynie późny listopad albo grudzień, czyli poszukiwania zostały mocno okrojone. Wybór padł więc na Running the Rift Marathon w Ugandzie, który dodatkowo polecił mi kolega, z którym startowałem w Antarctic Ice Marathon w 2019 r. Okazało się jednak, że pomylił biegi i miał na myśli The Big Fife Marathon, ale to mało istotne. Nie ma co drążyć – wyszło, jak wyszło i ostatecznie pojechałem do Ugandy.


Maraton, który okazał się biegiem na 44 km, wygrałem, a Afryka pozostawiła we mnie piękne wspomnienia. Wiedziałem, że jeszcze tam
wrócę. Czarny ląd odwiedziłem ponownie w 2021 r., tym razem z Iwoną. Przeżyliśmy fantastyczne chwile podczas urlopu, podróżując po największych parkach Tanzanii i – co najważniejsze – dokonaliśmy resetu głowy oraz totalnego odmóżdżenia. To zaprocentowało w późniejszych miesiącach. Był to strzał w dziesiątkę, a nawet w jedenastkę. Do Ugandy bardzo jechać chcę…

KUP KSIĄŻKĘ – SIEDEM

2026-09-22T10:10:24+02:0022/09/2026|Motywacja, Podróże, Starty|